"Dlaczego Gombrowicz wzbudza w nas miłość i zachwyt?". To pytanie płynie bezustannie ostatnimi czasy z naszych telewizorów, wyziera łapczywie z każdej nowozakupionej gazety.
Szczęściem ratuje nas dalsza treść komunikatu masmediów "Dlatego, panowie, że Gombrowicz wielkim pisarzem był!".
I na nic zdaje się zatykanie uszu frywolnej młodzieży, na nic fakt iż jest autor tak zacny jest po prostu nieczytany, a jego proza nie budzi powszechnego zachwytu. I nie piszę tego złośliwie, sam ubolewam, że w klasie licealnej byłem jedyną osobą, która poświęciła się lekturze "Ferdydurke". Nie zmienia to faktu, że większość młodzieży uważa go za autora niezrozumiałego. I nikt mu nie zarzuca, że jest to wynikiem traumy przeżytej w dzieciństwie, na skutek przymusu chodzenia w sukienkach, który zaserwowała mu jego rodzona matka. Nikt również nie zarzuca Gombrowiczowi, że nie stworzył nic wartościowego. Zweryfikuje go historia, jego czytelnicy, pasjonaci i eksperci.
Usunięcie Gombrowicza z kanonu lektur nie jest jednak do przełknięcia dla wielu środowisk. Nie ze względów merytorycznych, jedynie ze względów stricte politycznych. Gdyby znikł za sprawą innego Ministra Edukacji - większość nauczycieli zapewne cieszyłoby się, że usunięto martwy przepis prawny, a uczniowie odetchnęliby z ulgą, ze nie muszą odszyfrowywać nieodgadnionych horyzontów imć Gombrowicza. I uczyć się na pamięć formuły odpowiedzi na pytanie: "dlaczego Gombrowicz wzbudza w nas zachwyt?".
Cóż, niektórzy politycy nadal uważają że prawo istnieje dla samego prawa, a jego stosowalność nie ma znaczenia. I bronić go będą wbrew aktualnym potrzebom polskiego szkolnictwa, wbrew realnym potrzebom edukacyjnym młodzieży, a nawet... wbrew zdrowemu rozsądkowi.