“Z niebieskich wysokości Ześlij znów Boże syna Aby nas wyprowadził z biedy I uczynił z nas bohaterów”
Marko Perković, “E, moj narode”
Thompson. Tę nazwę zna w Chorwacji każdy. To pseudonim artystyczny Marka Perkovicia, najpopularniejszego i najbardziej kontrowersyjnego muzyka w tym kraju. Jego teksty, pełne religijnych i patriotycznych treści, są dla wielu Chorwatów niczym Credo.
Marko Perković urodził się w 1966 roku w małej, chorwackiej wiosce Cavoglave. Chorwacja była wówczas częścią Titosławii, jak współcześnie niektórzy Chorwaci określają komunistyczną Jugosławię. Ukończył szkołę hotelarską, potem pracował latem jako kelner w hotelach, a zimy spędzał w Splicie odpoczywając i kelnerując w tamtejszych knajpkach. I marząc o karierze wokalnej. Marzenie to urzeczywistniło się w 26 roku jego życia. Był rok 1991 i trwała właśnie wojna, którą w chorwackiej historiografii określana jest jako wojnę o niepodległość. Chorwacja ogłosiła niepodległość 25 czerwca 1991 roku, ale federalne władze Jugosławii nie miały zamiaru na nią pozwolić i jedność wielonarodowego państwa postanowiły utrzymać za wszelką cenę. Jednocześnie zamieszkujący Chorwację Serbowie postanowili stworzyć własne państwo w Krajinie. Tak zaczęło się piekło wojny, która miała potrwać do 1995 roku. Los sprawił, że jedna z linii frontu biegła niedaleko dalmatyńskiej wioski Cavoglave, rodzinnej wsi Marko Perkovicia. Młodzieniec brał oczywiście udział w walkach, podobnie jak wielu młodych Chorwatów. Walczył na pierwszej linii frontu. Na jego zdjęciach z tamtego okresu widzimy długowłosego chłopaka z karabinem maszynowym i gitarą akustyczną wśród kilkunastoosobowego oddziału. To właśnie tam, w okopach pod Cavoglave narodziło się muzyczne zjawisko, któremu na imię Thompson. Zjawisko, które słusznie uchodzi za kulturowy fenomen i jako taki stało się nawet przedmiotem badań socjologów. A wszystko za sprawą przypadkowo i spontaniczne stworzonej piosenki “Bojna Cavoglave” [Waleczne Cavoglave].
- “Bojna Cavoglave” powstała między dwoma serbskimi bombardowaniami jego wsi. Kiedy ustał świst pocisków, Marko i jego znajomi wzięli gitary w ręce i cicho grali. Towarzyszyło im zawołanie [dedykowane Serbom]: „Nie chcemy was w Cavoglave!”. Z tego hasła zrodziła się pieśń pełna siły i przekonania. To zaważyło na fakcie, że stała się hitem. Marko i jego przyjaciele układali wers po wersie, a kiedy skończyli, Marko pozbawił ją zbędnych zdań i dodał muzykę – czytamy w oficjalnej biografii Thompsona. Perković nagrał utwór za pomocą zwykłego magnetofonu i w tej amatorskiej wersji piosenka krążyła po knajpach w Splicie. Jako pierwszy w radiowy eter puścił ją Edo Gracin, kierownik muzyczny Radia Split. W tym czasie Perković razem z towarzyszami jako zwykli żołnierze zajęci byli walką i trudami frontowego życia. Marko nawet nie przypuszczał, że jest twórcą hitu, który będzie trampoliną do jego dzisiejszych estradowych dokonań. W święta Bożego Narodzenia 1991 roku prosto z linii frontu przyjechał do Splitu, aby w miejscowym studio nagrać pierwszy singiel. Znalazły się na nim dwie piosenkami: “Bojna Cavoglave” [Waleczna Cavoglana] i “Moli mala” [Módl się, mała]. Popularność “Bojna Cavoglave” szerzyła się błyskawicznie, piosenki słuchała cała Chorwacja. Wszystkie stacje radiowe, które nadawały na terenach objętych walkami, rozpoczynały i kończyły program hitem Marka. Na początku 1992 roku ekipa lokalnej stacji telewizyjnej w Splicie nagrała teledysk do “Bojna...”, który potem emitowała chorwacka telewizja. Oglądany dzisiaj zaskakuje statycznością i amatorszczyzną. Młody chłopak z różańcem na piersi i karabinem w ręku na tle wzgórz lub kościoła śpiewa wspólnie z towarzyszami z oddziału o tym, co myśli o Serbach i grozi im karą Bożą. Prosta muzycznie piosenka trafiła do serc Chorwatów, ponieważ trafnie wyrażała uczucia narodu, który w ogniu wojny usiłuje stworzyć wolne państwo. – Siła mojej piosenki tkwi w tym, że kiedy się jej słucha, człowiek nie chce płakać, nie myśli o strachu - mówił wtedy dziennikarzom Thompson, wyjaśniając przyczyny wtargnięcia “Bojna...” na radiowe listy przebojów. - Ta piosenka zachęca do walki i jest taka jaka jest, bo powstała na froncie, a nie w ciepłym pokoju z fortepianem i whisky. Mimo, że “Bojna...” stała się hitem, nawet najwięksi optymiści nie mogli przypuszczać, że anonimowy młodzieniec z małej wioski w Dalmacji po 10 latach stanie się jednym z królów chorwackiej kultury masowej. Sceptycy przypuszczali, że wojenny hit Marka Perkovicia to chwilowy błysk talentu, który z czasem wygaśnie. Perković nie siedział jednak z założonymi rękami, lecz cały czas poprzez piosenki wyrażał swoją zaskakująco bogatą osobowość i wartości, dla których żył. Tworzył nowe piosenki. W 1994 r. powstał utwór „Anica, Kninska Kraljice” [Anice, królowa knińska], która znalazł się na wydanym w 1995 r. drugim albumie artysty “Vrijeme škorpiona”. Thompson śpiewa w niej o wyzwoleniu Knina – miasta będącego stolicą Slavonii. W tym czasie Slavonia była w rękach Serbów, którzy na tym terenie stanowili większość i utworzyli tam swoje separatystyczne państwo – Serbską Republikę Krajiny. W 1995 roku chorwackie wojska zdobyły całą Krajinę wraz z Kninem a piosenka nabrała wymiaru proroctwa, na trwałe zapisując się w historii chorwackiego rocka. Aż do czasu odbicia Knina z rąk Serbów piosenkarz odmawiał przyjmowania honorariów za swoje występy, twierdząc, iż jego działalność muzyczna jest jego osobistym wkładem w wojnę o wyzwolenie całości chorwackiego terytorium. A koncertował dużo: w Chorwacki i poza jej granicami. Zawsze przy salach wypełnionych po brzegi. Próbował swych sił także na festiwalach, chcąc w ten sposób zdobyć większe muzyczne doświadczenie. Artysta przez kolejne lata szukał własnego stylu, cały czas poruszając się po muzycznej przestrzeni pomiędzy rockiem, popem i folkiem. Stworzył profesjonalny zespół z udziałem utalentowanych muzyków. Rok 1996 przyniósł kolejną płytę “Geni kameni”. Tytułowy utwór znowu staje się przebojem. Potem przez dwa lata Perković milczał, aby w 1998 roku powrócić na scenę z rewelacyjnym albumem “Vjetar s Dinare”, który w pewien sposób był zwieńczeniem jego dotychczasowej, samodzielnej pracy muzycznej. - Na początku kariery muzycznej czułem się dziwnie. Były chwile, gdy było mi bardzo ciężko - opowiadał. - Wtedy nie wierzyłem, że mogę pracować w takim tempie, ale teraz mogę swobodnie powiedzieć, że przez te lata do duszy wlała się muzyka i ona stała się częścią mnie. Wszystkie piosenki piszę z całego serca i duszy, wkładam w to dużo emocji. Dlatego nie mogę być obiektywny, ale chętnie słucham opinii moich przyjaciół i kolegów. Jeśli w piosence nie widzę odbicia własnego życia, nie mogę jej po prostu śpiewać. Promująca nowy album, bardzo osobista piosenka “Zaustavi se vjetre” [Zatrzymaj się wietrze] stała się hitem tak samo szybko i niespodziewanie jak “Bojna Cavoglave”. Powstała zupełnie przypadkiem w domu artysty w Splicie, gdy pewnego dnia wrócił z wizyty u swej chorej babci. Marko mówił wtedy, że przez głowę przelatywały mu różne myśli, przepełniały go emocje... Coś zmusiło go by usiadł za stołem i przelał na papier to, co nagromadziło się w nim przez minione lata. Piosenka powstała w 10 minut i nikt nie przypuszczał, jak szybko stanie się przebojem.
Płyta “Zaustavi se vjetre” pełna jest przebojów, wśród których kultowym jest również utwór “Prijatelji”. Artysta powraca w nim do czasów wojny, opowiada o swoich wojennych przyjaciołach i trudnościach, jakie mają z adaptacją w powojennej rzeczywistości. Do utworu nagrano także bardzo wymowny klip. “Zaustavi se vjetre” to także utwór “Lijepa li si“ - swoisty pop-rockowy hymn dedykowany czterem historycznym regionom Chorwacji. Do tej piosenka nakręcono jeden z najgłośniejszych teledysków w historii Chorwacji. To była prawdziwa mega-produkcja. Nagrywano go miesiącami. Marko na alkarskim koniu objeżdżał Chorwację i odwiedzał wszystkie ważne miejsca związane z historią jego ojczyzny. W teledysku prócz niego wystąpiły gwiazdy chorwackiej estrady: Mate Bulić, Alen Vitasović, Mladen Grdović, Giulliano – pierwsza liga chorwackiej muzyki rozrywkowej.
Daleka i bliska historia Chorwacji zawsze były dla Perkovicia źródłem artystycznych inspiracji. Podobnie jak kultura ludowa Chorwatów z jej starymi legendami i ludycznymi przyśpiewkami. Piosenkarz uwielbia pieśni poszczególnych regionów. Gdy od swych przyjaciół z bośniackiego Kupreszu usłyszał pieśń “Moj Ivane” stworzył do niej rockowe aranżacje i uczynił ją kolejnym hitem słuchanym w całym kraju. Teledysk do tej piosenki także jest niezwykły, bowiem w roli statystów wystąpiło w nim ponad 1000 mieszkańców Kupreszu.
Od albumu “Vjetar s Dinare” minęło ponad trzy lata, gdy w 2002 roku Thompson wydał nową płytę “E, moj narode”, o której wielu mówi, że jest szczytem jego osiągnięć muzycznych. Na nowym albumie dominują zaangażowane społecznie tematy. Nie ma już miłosnych ballad ani rock`n'rollowych szaleństw. Album jest niezwykle spójny pod względem formy jak i treści.
– Ten album przygotowywałem dość długo i oczekuję, że będzie dobrze przyjęty przez publiczność. Gdy powstawał album “E, moj narode” w swoich aranżacjach i produkcji chciałem nawiązać do mojego pierwszego powojennego albumu “Vjetar...” i zrozumiałem, że ta płyta będzie miała wyjątkowe przyjęcie. Pozostałem konsekwentny co do tematyki, którą proponowałem na początku. Było to postawienie kropki nad i – mówił artysta.
Trasa promująca album udowodniła, że Thompson to największa gwiazda chorwackiej estrady. Na jego koncerty chodzą starzy i młodzi. Na koncert we Frankfurcie przybyli nawet fani z Australii i Ameryki. Dniem triumfu dla Thompsona był pamiętny koncert w Splicie w 2002 roku, zorganizowany w ramach trasy promującej nowy album. Na stadionie splickiego Hajduka piosenkarz zgromadził 50 tysięcy fanów. Materiał filmowy z tego koncertu robi niesamowite wrażenie. Marko, gdy tylko wszedł na scenę powitał swych fanów ustaszowskim zawołaniem „Za dom spremni!” [Dla ojczyzny – gotowi!] i zaśpiewał “Bojna Cavoglave“. Zaczęło się prawdziwe szaleństwo. Nad sceną ustawiono wielkie ekrany. Gdy Thompson śpiewał wojenny hit “Anice, kninska kraljice“ można było zobaczyć na nich fragmenty filmów kręconych na żywo w czasie walk w Slawonii w 1995 roku. Ten swoisty spektakl trwał dwie godziny, w czasie których 50 tysięcy ust razem z Perkoviciem śpiewało jego piosenki o Bogu, Chorwacji, miłości i przyjaźni.
Bardzo istotnym wątkiem w twórczości Thompsona jest wiara katolicka. Artysta bez kompleksów śpiewa o Bogu i publicznie wyznaje, że w Jezusie Chrystusie znajduje silną motywację do życia. Album “E, moj narode” jest pod tym względem wyjątkowo czytelny. W refrenie przebojowego utworu “Necu izdat ja” [Nie chcę zdradzić] wyznaje: „Nie chcę zdradzić Boga nigdy / Nie chce gasić słońca świecącego na niebie”. ............................................................................
“Necu izdat ja” [Nie chce zdradzić]
Jak skała, która się nie poddaje Skwarom, dzikim ulewom Ja nigdy się nie dam Walczę orężem prawdy Życie moje niczym chłodna rzeka Nieskończone i kręte Z jakiegoś nieznanego powodu Gdzieś tak kończy się
Nie jestem sędzią ani mędrcem Ciężko jest nieść te kamienne Brzemię pamięci Na swych barkach
Gdzie tylko przyjdę Już ktoś zdecydował W imię tego, który stworzył A nie walczył
Nie chce zdradzić Boga nigdy Nie chce gasić słońca świecącego na niebie
Nie chce się użalać nad sobą samym Bo ty mnie kochasz i modlisz się za mnie .........................................................................
Ta piosenka jest swoistą rockową modlitwą. Nie bez powodu w czasie jej śpiewania piosenkarz składa ręce jak do pacierza... Thompson za sprawą swoich religijnych tekstów staje się swoistym rockowym krzyżowcem, wzywającym swój naród do wierności Bogu. Poprzedzony monumentalnym wstępem utwór "Radost s visina" [Radość z Niebios] skierował do ludzi, którym trudy codzienności nasuwają zwątpienie w Boże miłosierdzie i w szansę na szczęśliwe życie:
Nie trać nadziei, że będzie lepiej wznieś ręce do nieba Odrzuć szatana, to Cię nie zawiedzie Podaj rękę Chrystusowi, niech cię prowadzi
Wolność Bóg Ci daje Zdecyduj się, bądź odważny Czy chcesz iść ciemną stroną Czy chcesz pójść ze mną
– śpiewa.
Charakterystycznym elementem wizerunku Perkovicia jako artysty jest Krzyż Świętego Benedykta, który nosi na piersi. To nie tylko publiczny manifest wiary, lecz także znak chroniący przed złymi mocami. Piosenkarz nie rozstaje się z nim na żadnym koncercie. Częste nawiązania do katolickiej tożsamości Chorwatów to kolejny powód popularności Thompsona w kraju, w którym katolicyzm jest nierozerwalnie związany z poczuciem narodowej odrębności. Gdy w 2002 roku Chorwację odwiedził papież Jan Paweł II, Marko nagrał z tej okazji specjalny utwór dedykowany Ojcu Świętemu, zatytułowany “Ivane Pavle II”. To także jeden z jego nieśmiertelnych przebojów. – “Janie Pawle II, naród chorwacki kocha Ciebie” - wyznaje w piosence Thompson. Artystę z naszym krajem łączy nie tylko miłość do papieża-Słowianina. Muzyk także w Polsce ma bowiem swoich fanów a polska publiczność na jego koncertach zaczyna być zauważana przez chorwackie media. Jednak wciąż bardziej za sprawą swej egzotyki niż liczebności.
Marko Perković swoją twórczość traktuje jako misję. Chce nieść rodakom płomień wiary i patriotyzmu. Nie tylko poprzez swoją niezwykłą muzykę. Za prywatne pieniądze buduje obecnie kościół i stadion w rodzinnej wiosce Cavoglave. Chętnie występuje też charytatywnie. Wydarzeniem roku 2005 był jego koncert w Monachium, poświęcony pamięci chorwackiego kardynała Alojza Stepinca (1889-1960), w 1998 r. wyniesionego na ołtarze przez papieża Jana Pawła II. Kardynał Stepinec był prymasem Chorwacji w czasie istnienia tzw. Niezależnego Państwa Chorwackiego (Nezavisna Država Hrvatska - NDH) w latach 1941-45. Po wojnie był prześladowany i więziony przez komunistów. Dzisiaj chorwacki święty jest także jednym z bohaterów dyskursu, którego przedmiotem jest chorwacka państwowość w latach II wojny światowej. Dyskursu, który dzieli opinię publiczną i elity tego kraju. Podobnie jak postać charyzmatycznego muzyka z Dalmacji, który nie może narzekać na brak zainteresowania ze strony mediów i działaczy lewicy, którzy co jakiś czas powracają z oskarżeniami o faszyzm, kierowanymi pod adresem piosenkarza. Koronnym argumentem w tezie, że Thompson to faszysta jest fakt, iż w jego repertuarze koncertowym obecnych jest kilka starych, ustaszowskich pieśni z czasów II wojny światowej, wśród nich zaś piosenka “Jasenovać i Gradiska Stara”. Samozwańczy cenzorzy odczytują to jako gloryfikację dla zbrodni popełnionych przez reżim ustaszowski w latach 1941-45. Fakt, że artysta publicznie wyjaśniał, iż jako katolik potępia zbrodnicze praktyki każdej władzy, tak komunistycznej jak i faszystowskiej, wydaje się im niewystarczający. Temat ruchu ustaszowskiego i Niezależnego Państwa Chorwackiego w latach 1941-45 powraca w Chorwacji jak czkawka i ten stan nie prędko ulegnie zmianie. Tym bardziej, że tradycja chorwackiej państwowości wolna od dziedzictwa lat 1941-45 wygasa w XII wieku. Tradycja ustaszowska – mimo iż z pewnością nie jest bez skazy – nieuchronnie staje się jednak dzisiaj integralną częścią chorwackiej tradycji niepodległościowej. Zresztą, jak napisał na łamach “Rzeczypospolitej” Krzysztof Masłoń: gdyby Chorwaci tak gorliwie [...] odcinali się od swojej katolickiej (a i satelickiej, niestety) przeszłości, walczyliby o utrzymanie jedności dawnej Jugosławii w Titowskim kształcie, a niepodległość byłaby im zbyteczna. Thompson jako wskrzesiciel ustaszowskich upiorów to wdzięczny temat dla brukowej prasy i zawodowych tropicieli faszystowskiego spisku. Na jesieni 2003 roku przeciwnikom Thompsona udało się nawet zablokować jego koncert w Rotterdamie, na który nawiasem mówiąc organizatorzy sprzedali 10 000 biletów. Przeciwnicy artysty stworzyli też specjalną inicjatywę Stop Thompson, w ramach której zbierają podpisy pod apelami o bojkotowanie artysty przez media. Nie można jej jednak uznać za zakończoną sukcesem. Nawet na koncertach Perkovicia w prowincjonalnym miasteczkach Chorwacji czy Bośni frekwencja jest większa niż na liście poparcia dla inicjatywy Stop Thompson. Artysta chyba nie za bardzo się więc nią przejmuje, a w tytułowej piosence “E, moj narode” wyznaje wręcz prowokacyjnie: „Już od czasów Chrystusa/ Diabelskie siły się trudzą/ By zadać nam klęskę/ Antychryści i masoni/ Komuniści, oto oni [...] Weźmy w swe ręce los i szczęście/ Bo dłużej tak nie mogę i nie chcę”.
Popularność Thompsona nie jest dziełem przypadku. Perković pojawił się we właściwym momencie i we właściwym miejscu. Okres wojny o niepodległość i silnego napięcia narodowych emocji był doskonałą chwilą dla początkującego artysty śpiewającego patriotyczne teksty. Marko po prostu śpiewał Chorwatom to, co - tak jak on sam - czuły w tym czasie miliony jego rodaków. Dekadę później, po latach ciężkiej pracy, cieszy się statusem gwiazdy chorwackiego rocka. Ma sławę i pieniądze. I bezcennych w walce o rząd dusz sojuszników: specjalistów od promocji. To dzięki nim piosenkarz, którego repertuar cechuje się momentami bardzo silną polityczną niepoprawnością, ma przed sobą otwarty dostęp do dużych mediów. Nie zapomnijmy jednak także i o tym, że ludzie słuchają Thompsona dlatego, że jego piosenki po prostu im się podobają. Artysta potrafi tworzyć hity, które wygrywają bitwy o miejsce na listach przebojów. Fenomen Thompsona wynika więc z unikalnego połączenia dobrej muzyki i zaangażowanych tekstów z wymogami, jakie stawia przed artystą współczesny rynek muzyczny.
Okres od ukazania się albumu “E, moj narode” był czasem wielkiego triumfu Perkovicia. Legendarny już koncert w Splicie w 2002 roku, diamentowa płyta za album “E, moj narode” w 2004 roku, potem seria koncertów w USA, Kanadzie i Australii. W 2005 r. artysta nabył sporą część udziałów w największej chorwackiej rozgłośni radiowej, co kładzie kres marzeniom o medialnym bojkocie Perkovicia. Na rok 2006 muzyk zapowiada wydanie nowego albumu zatytułowanego “Bilo jednom u Hrvatskoj”, który już dzisiaj promuje utworem “Dolazak Hrvata” [Przybycie Chorwata]. Opowiada w nim legendę o tym, że sam Bóg Ojciec podarował Chorwatom ich świętą ziemię...