„Kościoły, o Panie, zmienią na meczety i Koran śpiewać będą tam, gdzieśmy dotychczas Ewangelię śpiewali. Pogrążyłeś nas, Panie, odwróciłeś od nas oblicze Twoje w moc sposnemu Turczynowi nas podałeś. Niezbadane są Twoje wyroki, lecz kto, o Panie, teraz opór mu stawi? (...) Takichże obrońców się pozbywasz, za których plecami całe chrześcijaństwo mogło wysławiać imię Twoje?” Henryk Sienkiewicz „Pan Wołodyjowski”
Zdawałoby się, że duch starej, łacińskiej Europy chyli się ku upadkowi. Nasz kontynent przesiąka wpływem obcych kultur, obcej krwi, obcych wartości.
Jakie są tego przyczyny? Przede wszystkim sytuacja polityczna. Zachodnioeuropejscy politycy są po prostu zmuszeni pchać wózek pt. „Rewolucja francuska” do przodu. A raczej w dół, gdyż droga którą wyznaczył Bożek Tolerancji prowadzi wprost po równi pochyłej na samo dno.
Chora ideologia równania dobra ze złem w świadomości społecznej nie może prowadzić nigdzie indziej, jak ku powszechnemu zobojętnieniu. Oczywiście zobojętnienie jest tylko stopniowym stadium procesu. Choć w zamierzeniu twórców jest celem samym w sobie – zwiastuje reakcję w postaci radykalnych zmian. Dlaczego?
Mit bezkonfliktowego współżycia społecznego istnieje tylko w umysłach zacietrzewionych i oderwanych od rzeczywistości fanatyków. W sferze teorii pozostaje społeczeństwo o wspólnych interesach klasy robotniczej, czy też o kompilacji ogólnoludzkich wartości, mającej stworzyć nowy, laicki ład. O ile bowiem wzrasta w jakimś społeczeństwie odsetek tych „uodpornionych” na moralną ocenę np. homoseksualizmu, czy masowej imigracji – proporcjonalnie rośnie odsetek zwolenników ortodoksji. Akcja budzi reakcję. W imię hedonistycznej polityki – antynatalistycznej, proaborcyjnej - naturalnym procesem na zachodzie jest wymieranie rdzennej ludności. Nijakość, nastawiona tylko na to by samemu mieć „święty spokój” skazuje się na samozagładę. Gdzie zamiast nastawienia na wychowanie silnego, zdrowego pokolenia propaguje się bezsensowny styl życia – koniec musi nadejść rychło. Wzrastający radykalizm w środowiskach muzułmańskich zalewających Stary Kontynent zdaje się być smutnym zwiastunem kresu dziedzictwa europejskiego.
I rzeczywiście. Widmo konfliktów kulturowych, w imię świętej wojny nasila się. Zresztą, getta które w podmiejskich dzielnicach zachodniej Europy tworzą muzułmanie - są jak powszechnie wiadomo - enklawami bezprawia.
Daleki jestem od mesjanistycznej wizji Polski jako Chrystusa Europy. Musimy natomiast pamiętać, że to w Polsce toczy się główny bój o europejskie dziedzictwo. Od nas też tylko zależy czy przyszłe pokolenia dorzucą coś do osiągnięć naszych przodków. A może w imię tolerancjonizmu ustąpią miejsca nowej wersji Europejczyków, pracującym już tutaj, lecz ucywilizowanych jeszcze na pustyni?
Wszystko pozostaje w rękach wychowawców przyszłego pokolenia. Niezwykle ważnym jest więc debata o stanie dzisiejszego szkolnictwa i o hierarchii wartości, w duchu której ukierunkuje się wychowanie młodych Polaków. Po długich latach Ministerstwo Edukacji Narodowej wydostało się spod czerwonej okupacji. Nareszcie wyrasta szansa na oddanie polskiej szkoły w ręce rodziców. Nareszcie pojawia się realna możliwość oddania im wpływu w wychowywaniu swoich pociech i zdecydowane odcięcie w szkołach zatrutych źródeł lewicowej indoktrynacji. Najwyższy czas na kontrrewolucję!